• Wpisów:649
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:294 dni temu
  • Licznik odwiedzin:103 182 / 3167 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Oj oj.
Nie było mnie tu dawno i długo.
250 dni.
250 pieprzonych dni i nocy,ciągłych emocjonalnych zjazdów dół-góra-dół.
Minęło tyle czasu,a zmieniło się doprawdy nie wiele.
W niemałej głowie kołaczą się myśli,które najczęściej prowadzą w pole,a w najlepszym wypadku donikąd.
I oto stoję i nawet nie chce mi się opowiadać,co przez te wszystkie dni się wydarzyło.Jak wiele czarów rzuciłam bezwiednie.Jak ciężko w tym wszystkim znaleźć choćby sensu ślad.
Chciałabym myśleć,że nim minie kolejne 250,będę mogła chcąc zaznaczyć tu swoją obecność,napisać,że tak!stało się! mam coś czego jestem pewna,czego jestem częścią,czego jestem twarzą i fundamentem.
Że piasek nie przesypuje się przez ręce i że będzie to najpewniej trwał chwilę dłużej niż chwilę.
 

 
Brak mi słów by móc opisać ulgę (tak ulgę) jaką odczułam po tym jak dziś postawiłam na Tobie ostatni krzyżyk.
W zasadzie sam go na sobie postawiłeś.
Zazwyczaj,w takich momentach wszystko to co w środku gdzieś tam szumi,wiernie oddawała muzyka.
Dziś brak słów.
Brak nut.
Mija właśnie rok odkąd jak gówniara zachłysnęłam się Tobą i przygodą,którą mi serwowałeś - dziś,po tych ponad 300 dniach ciągłej wymiany słów,myśli,nie rzadko również gestów i płynów,dziś wiem,że oprócz kuszącego opakowania nie masz mi nic do zaproponowania.
A,że z ładnej miski się nie najesz,po raz kolejny i z coraz większym zdecydowaniem rekomenduję obiady domowe.
  • awatar Gość: To może i ja dorzucę coś od siebie - tylko nie bierz tego osobiscie :) IMPRESJE Nikt Mnie nie lubi Lecz Mnie to nie gubi Szukam Swojej niszy W ciszy *** Mocno kochałam Lecz miłość lekkomyślnie sprzedałam Za swe olbrzymie troski Z powodu mojej wioski Teraz finał mam taki Jakby z innej paki Jakby zupełnie z innego świata I daleko od ciepła lata - Troski swe wszystkie i jeszcze większe mam nadal A serce z bólem patrzy w dal Bez pocieszyciela Bez przyjaciela *** Czy to prawda Że i ty masz pretensje? Że takie dostanę od ciebie hortensje? Ach, tak… Więc znikam Już w nic nie wnikam Bo na drodze upadam I w przepaść spadam PRZEBUDZENIE Smutku swego od lat nie liczę I już nie krzyczę Już nie wzdycham - Bo jakby... zdycham? ;) Witajcie, Wspaniali! Lecz… czemuście tacy mali? Czemu macie miny takie mizerne A dusze pazerne? Czy to ja zwariowałam? Czy... na pewno to ja czas swój przespałam? Pobudka będzie zaskakująca - Gdy porwie was rzeka rwąca...
  • awatar Gość: Jestes czysta jak łza Niech ten czas trwa! Niech nigdy nie minie Lecz niech mlekiem i miodem płynie! :) :3
  • awatar Gość: Fajnie jest dojść do takiego punktu, kiedy wie się już coś na pewno. Nawet jeśli to ma być krzyżyk :) Faktycznie - wtedy radykalne rozwiazanie przynosi radykalną zmianę. Tylko... Czemu wczesniej wszystko wyglądało inaczej? Czy byłaś tak głupia i naiwna, czy może faktycznie... coś w tym było i po raz kolejny oceniasz kogoś/coś fałszywie? Bo każda ocena z egoistycznego punktu widzenia jest fałszywa - a od tego bardzo trudno sie uwolnić. Bardzo trudno bowiem stanąć obok siebie i oceniać ludzi w ich sytuacjach naprawdę OBIEKTYWNIE.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 




śpiewaj mi.
śpiewaj mi o nas.
 

 
Jesteś moją odskocznią.
Moją przerwą w codziennej nerwówce.
Masz z tyłu głowy swoje miejsce.
Wyścielone pożądaniem i wielką namiętnością.
Jesteś ogniem.
Jesteś niepokojem,który przyprawia o przyjemny dreszcz.
Jesteś moją przyjemnością.
Jesteś moją fanaberią.
Bywasz moim wsparciem,bywasz moim przyjacielem.


Ale jesteś głównie ojcem.
I mężem.
Nie moim.
I o tym dość boleśnie przypomniała nam dzisiaj rzeczywistość,grożąc znacząco palcem.
 

 
Drogi pamiętniku,

wygląda na to,że można tęsknić za czymś czego nigdy nie było.
 

 
"Zdarzyłem się Tobie. Ludzie czasem zdarzają się sobie. Oszukuje się, że mam nad tym władzę. To nieprawda. Zdarzamy się sobie. Tak. Zdarzyłaś się mi. I choć jestem chłodny, dominujący, może nawet despotyczny (...) to tak naprawdę, w środku boję się, boję się że możesz zdarzyć się komuś innemu."
 

 
MÓJ BOŻE - KTO TO NAPISAŁ,CZEMU TO O NAS?
O NAS.
jak dziwnie brzmi ten kolektyw.


„Ja robię
swoje i ty robisz swoje.
Ja nie jestem na
świecie po to,
żeby spełniać
twoje oczekiwania,
a ty nie masz obowiązku spełniania moich oczekiwań
.
Ty jesteś ty, a ja jestem ja.Jeśli się
spotkamy - to wspaniale.Jeśli nie - to trudno.”
Fritz Perls
 

 
"A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś. Rzucić się w przepaść i poczuć, że się frunie. Bez tego może i bezpieczniej, ale nijako".
Maciej Stuhr
 

 
Z CYKLU BANAŁY :

"Ludzie potrzebują nieszczęśliwych miłości.
Potrzebują patrzeć na telefon i puste okienko na Facebooku.
Nie dzwoni, nie pisze.
Gdzie jest, z kim i co teraz robi.
Czy też ma ochotę wpaść w ramiona i powiedzieć że bez nas jednak się nie da.
Nieszczęśliwa miłość, zmusza do myślenia, analizy.
Wszystko z jeszcze większą intensywnością wraca i ma wpływ na obecne życie. Cofamy wskazówki zegarów a pamięć przenosi się do tych cudownych chwil. Jesteśmy melancholijni i spędzamy w depresji dzień, miesiąc, rok. Czasami zdarza się że ktoś nie wytrzymuje. Strzela sobie w łeb albo skacze z mostu. Lubię nieszczęśliwe miłości, zaangażowanie z jakim chce się pokazać światu jak bardzo kochałem a teraz przyszło mi cierpieć. Zarzekamy się że już nigdy więcej, że teraz będę ostrożny i z dystansem.
A tu kurwa bam, serce dygocze i pojawia się uśmiech. Bo historia zawsze zatacza koło"


zapisuję.
 

 
"I gdzieś w środku był ten smutek, ta wiedza, że to i tak skończy się źle. Że ten ogień was spali. Że macie w sobie za dużo prądu, że on może porazić was samych. ”
J. Żulczyk

zapiszę sobie.
 

 
Trochę ze strachem,trochę z drżeniem - ale chyba mogę już stwierdzić,że nadszedł ten moment,nadeszła ta chwila wiekopomna,kiedy to mijasz we mnie i znaczysz niewiele,coraz mniej.
Czekałam,tak bardzo czekałam,żebyś mi się znudził,żebyś spowszedniał,żeby temat się wyczerpał.
Tak bardzo chciałam,żebyś oddał mi moje życie,moją irytującą momentami,ale mimo to moją "stabilizację".

Zostałeś zachcianką,kaprysem rozpieszczonej mnie.
Nie Ty pierwszy,nie ostatni pewnie.
Ale teraz wiem,że to wszystko,te burze targające moim wnętrzem,te walki na śmierć i życie toczone przez rozum i serce - to wszystko chwilowe.
Trzeba to przeczekać,dać się morzu wyszumieć,wypienić,wezbrać z brzegów - by móc wrócić,tam gdzie wrócić można nawet z najdalszej podróży.
 

 
Teraz jest taki czas,że łatwiej określić to wszystko czyimiś słowami.Bo swoich brak.
Brak słów,a jeszcze niedawno brakowało tchu.
Kiedy się stało,to,że ten fajerwerk wyrwał mi się z rąk,wzbił w niebo,wystrzelił nagle tysiącem kolorów,barw,myśli i równie gwałtownie runęły jego strzępy na ziemię bezwładnie.

Chciałabym może.Ale się nie da.Nie chciałabym pewnie,gdyby się dało,bo jest we mnie jakaś taka irracjonalna żądza uczestniczenia w dramacie.Gdzie nic nie jest proste.Gdzie aktorów jest więcej,niż ról do obsadzenia.

Nie powiem nic więcej,o tym co bierzesz,co chciałbyś brać,co daję i chciałabym dać.Bo chciałabym wziąć więcej niż Ty chcesz dawać. I dać chciałabym więcej niż ode mnie potrzebujesz.







************

"Zrozumiała, że się w nim zakochała. Nagle zdała sobie sprawę, że chciała więcej. Że chciała wszystko. Całą bajkę. Księcia na białym koniu, miłość, seks, przyjaźń, zrozumienie, zaufanie, i to w dodatku na wyłączność. Nie skrawki jakiegoś tam romansu, taniej zabawy, zmarnowanego czasu. Nie. Chciała wszystko, co najlepsze."
 

 
"Wpierdalamy się w związki, które nie mają racji bytu. Sypiamy w łóżkach osób, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego. Nad ranem nie chcemy mieć nic wspólnego nawet ze sobą. Całujemy się, nie dając od siebie nic więcej poza gęstą śliną. Dokładnie to samo otrzymujemy w zamian. Piszemy, że tęsknimy, choć sami nie wiemy, za czym i czy tęsknimy naprawdę. Nie mamy nic więcej, ale wcale nie przeszkadza nam to we wmawianiu sobie, że to wszystko nosi metkę “Miłość”. A potem zrywamy, nienawidzimy i chcemy zapomnieć. Na wszystkim, co zdawało się być tak prawdziwe zaczynają pojawiać się odrosty.
“Co ja w niej widziałem?”, “jaaa jeeebię, gdzie ja miałam oczy…“. Nie znam nikogo, kto choć raz nie wypowiedziałby tych słów."



GORZKO.
Dobrze znam ten smak.
 

 
Jest u nas w "domu" pokój,w którym pachnie wakacjami.
Pachnie plażą,słońcem i rozmowami do nocy.
Czuć wiatr,czuć bryzę,czuć beztroską.

Coraz więcej czasu spędzam w tym miejscu,bo bieganina miesiąca czerwca pchnęła mnie w ramiona histerycznej tęsknoty za wywczasem.
Miesiąc,miesiąc jeszcze ludzie ludziska i będę chwilowo panować na innym królestwie.
 

 
Ach,no i nic nie powiem więcej,bo być może jest to epizodyczna rola.
Być może nic wartego strzału.
Tak czy owak - mamy wiosnę.Kochani mamy wiosnę!
I czuję to teraz jak nikt inny.
 

 
Nie,nie kurwa nie wierzę,że tak mnie dostało.
Nie wierzę!
I trwając w tej niewierze nucę stale ...:
 

 
Moje życie prywatne nie istnieje.
Jest praca,dom,szkoła w dowolnej kolejności.
Obecnie przeplatana zarazkowym mekeke,bowiem dobrał mi się do dupy jakiś wirus ohydny i kicham i rzeżę jak przysłowiowy stary gruźlik.
Wszystko to jest takie przyziemne i tak powszednie,że aż ściska.
Nie mam życia prywatnego,bo ja trwając w tym karkołomnym mararonie już,któryś tydzień,pałam coraz większą chęcią i tęsknotą zarazem,za choćby małym,najmniejszym życiowym przeciągiem.
A tu? Nie dzieje się nic,stagnacja. Kadr z westernu,gdzie krzaczasta kula przelatuje przez step.
Cisza,aż w uszach piszczy.Nic co podnosiłoby tętno,przyśpieszało oddech.
Nic co wodziłoby na pokuszenie.
Cisza.Jeśli przed burzą,to z niecierpliwością czekam na pierwszy błysk.
 

 
Jest w Was również taki wewnętrzny błogi spokój w tym świątecznym okresie?
Ja mam tak co roku,kiedy tylko się skończy gonitwa,zakupy,maratony od sklepu do sklepu,itd.
Po prostu taki uśmiech wewnętrzny,stoicki spokój,poczucie bezpieczeństwa i beztroska totalna.
Troszkę irracjonalnie - świat się zatrzymuje na chwilę,stres odchodzi,nerwowość odpuszcza i ilość bluzgów przerzedzona.
Cuda,Pani Kochan,cuda..
 

 
http://pokolenieikea.com/2014/12/04/dzien-w-ktorym-dorastamy/

Przeczytałam.Przeczytałam i umarłam.
Umarłam,bowiem tekst uderza w moją piętę achillesową.W mój słaby, o ile nie najsłabszy punkt.
Nie ma chyba rzeczy,której boję się bardziej od tej,kiedy to nadejdzie chwila,w wyniku której nic już nie będzie takie jak dotąd.Nie będzie,bo zniknie wszystko.
Nic mnie tak mocno nie frapuje,nie martwi jak starość i kres moich własnych rodziców.Największych bohaterów pierwszej części mojego życia. Wszechmocnych herosów,najlepszych patronów,największych przyjaciół.
Z którymi już jako dziecko niejednokrotnie toczyłam boje,o to,że moja racja jest najmojsza.
Od dawna wiem jednak,że herosami nie są.
Że nie są doskonali,że się mylą,że popełniają błędy.Wiele,naprawdę wiele przeszliśmy w naszej 4 osobowej drużynie domowej. Bywały chwile gdy znajdowaliśmy się nad przepaścią.
Nieistotne.Z bagażem doświadczeń,doszliśmy do momentu,w którym znajdujemy się teraz. Ta chwila jest wypadkową naszych dotychczasowych decyzji,wyborów - świadomych bardziej lub mniej.
Po raz enty nie zaklinając losu,proszę opatrzność oby nie było gorzej,niech będzie tak jak jest.
Niech się nie zmienia to,że każdy wspólny moment celebrujemy,bo nie ma już wspólnej codzienności.Są 4 różne adresy.Są 4 różne osoby,które w tym momencie naszego jestestwa wciąż tworzą drużynę,zespół.I mimo tych wszystkich momentów,kryzysów,nieporozumień,różnic poglądów i racji - ani na chwilę nie chce dopuszczać do siebie myśli,że kiedykolwiek mogłoby być inaczej.
 

 
Życie toczy się swoim rytmem, czas płynie nieśpiesznie chciałoby się napisać,ale nie.Nie jest tak.Na temat dlaczego po 18 urodzinach mniej więcej,czas zaczyna zapierniczać na skróty i jak to się dzieje,że do tej pory był,a na tę chwilę wcale go nie ma - można by się doktoryzować.
Inna sprawa,że kiedy wreszcie trafi się chwila,pauza,strzęp czasu -człowiek zwyczajnie nie ma siły,by jakoś produktywnie coś,gdzieś.Człowiek- ja.
Człowiek- ja,w rozpędzie między szkołą,pracą,domem 1,domem 2. Taka kumulacja wszystkiego+ wszechogarniająca ciemność zaczynająca się już od 15:30 - sprawiają,że jeśli tylko uda się mi uskładać kilka minut wolności,ODPOCZYWAM.
Ale ciężko odpoczywa się,będąc ciałem na kanapie,a głową we wszystkich miejscach wspomnianych wyżej.
Bowiem odpoczywać trzeba umieć.Trzeba umieć złapać dystans,odpuścić z ciśnienia,wyłączyć telefon i zamknąć drzwi.Zafundować sobie ciszę. Nie każdego stać na ten rodzaj luksusu.
 

 
Oł maj gad.
Jaki dziwny czas,jak ciężki do zniesienia okres.
Nowy rozdział,już na pierwszy rzut oka wcale nie taki łatwy,przede mną.
Będzie krew,będzie pot i oceany przelanych łez - ale coś mi mówi,że na końcu będzie splendor,satysfakcja i szampan.
Najgorzej jest zacząć,przełamać się i ruszyć.
Potrzeba koncentracji i sfokusowania na cele.
Ale jak tu się u licha skoncentrować i zakodować na to wyzwanie skoro w koło same rozpraszacze i czynniki mocno irytujące.
Głupota co się sama we łbie kotłuje,bo pewien etap się kończy,zamyka.
Pan X.,moje niegdysiejsze wszystko,moja zmora kilka lat po zamkniętym wspólnym rozdziale i w końcu wspomnienie,pamiątka moich lat szczenięcych i serii udanych bardziej,bądź mniej pierwszych razów - mój nie-mój Pan X. stanie się mężem jej,kilka dni przed moimi 25 urodzinami.Cóż za pieprzona koincydencja. Sama nie wiem dlaczego,ale smaży mnie to konkretnie,śni mi się po nocach,a przecież dystans złapałam już jakiś czas temu do tej historii.Ale jednak,jest to w pewnym sensie,zamknięcie z hukiem drzwi za powieścią lat minionych,na które poprzez jego osobę,spoglądam z rozrzewnieniem.
Do tego kolejny prezent urodzinowy - szpitale rendez-vous z anestezjologiem i chirurgiem ortopedą celem wyjęcia śrub z nieszczęsnego kolanka.
I te stresy bardziej i mniej irracjonalne,wszystkie razem i do kupy los mi serwuje z najlepszymi życzeniami z okazji ćwierćwiecza mego królestwa.
Próbuję zachować spokój,wstrzymać konia,nie działać pochopnie,bo ie oto mi chodzi,żeby te wydarzenia od siebie odsunąć,tylko by nauczyć się w końcu łapać dystans,nie przejmować tak bardzo,nie snuć wizji.
Przyjąć to co ma nadejść za mus,zmierzyć się z tym i po wszystkim zapalić papierosa, myśląc sobie...
 

 
Tak na przyszłość,
Tak na zaś,
niech mnie niesie ta maksyma.
Słowa święte.

"Dopomóż mi, Boże, żebym się dzisiaj nie wpakował w jakąś historię, która mnie raczej nie obchodzi."

E. Stachura
 

 
Żeby nie pisać za dużo,ale nie pominąć również istoty rzeczy - trzeba mi było znaleźć coś co udźwignie ciężar tej niejasne(a jakże) sytuacji i przekaże go w sposób pośredni,bez zniekształceń wynikających z odmiennej formy wyrazu.
Et voilà!
*Bracia i siostry -słuchajcie ze zrozumieniem.
 

 
W związku z tykającym zegarem biologicznym oraz faktem,że już bliżej niż dalej choćby do 30 - coraz częściej słyszy się/partycypuje się w rozmowach,na tematy familijne.Śluby,nie śluby,dzieciaczki - to wszystko już od jakiegoś czasu w koło ma miejsce, Ci którzy w ten kołowrotek nie dali/nie chcieli się wciągnąć dyskutują. Czy w ogóle,a jeśli tak to kiedy?Mieć,nie mieć? Dylematy,konwersacje,wymiana argumentów,przeciąganie liny.
Wczorajszy mój rozmówca,niebezpiecznie coraz bardziej mi bliski, stwierdza:
"Uważam ze posiadanie dziecka czy dzieci nie przekreśla normalnego, poprzedniego stylu życia
Owszem przez pewien okres nas ogranicza ale później można wszystko poukładać, rozplanować
Moim zdaniem większość ludzi zasłania się dziećmi i obowiązkami wokół nich,bo są po prostu leniami i jest im łatwiej się tak wytłumaczyć.Ale fajnie mieć swojego dzieciaczka mimo wszystko, taka miniaturkę siebie ! "
Amen.

Mam świadomość,że niezależnie od tego czy się z jego osądem zgadzam czy też nie - jest spora grupa osób,która ma tak samo,czuje tak samo jak on.I w gruncie rzeczy chwała im za to,że są i pałają chęcią do prokreacji i spółkowania - choćby z czysto ekonomicznych i związanych z funkcjonowaniem społeczeństwa i świata względów.
Jednakowoż po mojej głowie zaczęła kołatać się myśl,że to,że 6/8 świata ma żonę/męża i narobiła dzieci,nie znaczy,że jest to jedyny słuszny pomysł na spędzenie życia.I nie jest w tym momencie tak,że jestem wyzuta z uczuć,wynaturzona. Nie. Rozczulają mnie miniaturowe różowe stópki i mikrobuciki.
Mój przypadek jest zgoła inny. Bo co jeśli ktoś chyba ze ktoś jest egoistą i posiadanie dzieci kłóci się z jego naturą - bo w efekcie ani on,ani dzieci nie czerpią z takiego układu.
Ja jestem egoistką,
i nie uważam,żeby było w tym coś złego
nic nie obchodzi mnie bardziej niż własna dupa,a dwójka dzieci i mąż jakoś się w tej dupie nie mieszczą.
Sama dla siebie jestem dzieciaczkiem i pozwalam temu dzieciaczkowi na wiele,czasem daje sobie wejść na głowę,dzieciaczkiem,który nie zniósłby konkurencji.
Więc pozostaje mi,nie zmieniać tego co już jest.
Nie ma miejsca w tym egoistycznym podejściu i hedonistycznym nastawieniu na poświęcanie siebie i czasu dzieciom,itd.
Nie ma i jakoś nie walczę o to żeby się znalazł.
Mogę być przez to poddawana ocenie - rozumiem.
Twojej i każdej innej osoby opinii na mój temat wysłucham,ale wątpliwe,że wezmę ją pod uwagę.
Warto walczyć o funkcjonowanie na swoich zasadach,istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm i nie uważam,żeby było w tym coś złego.
Do wszystkiego trzeba dojrzeć.
Idąc przez życie,możesz postępować wbrew wszystkim,ale nigdy nie postępuj wbrew sobie.

 

 
Powoli schodzę z obrotów,po trosze zwalniam,łapie oddech.
Obrona już za mną, wszystkie stresy rzucone w pizdu,ostatnie poprawki,dopinanie sytuacji na ostatni guzik,dogrywanie i dogorywanie - przeszłość.
Jedno wielkie ufff,emocje już na poziomie parteru. Poświętowane w przemiłym gronie,syndrom dnia następnego - zaliczone.
Whats now- pytam sama siebie,bo siedzę zniecierpliwiona,pozbawiona wyzwań. Trzeba tak doraźnie na teraz zając sobie czymś czas,serial,program,nowe hobby,książka,coś gdzieś?Problem w tym,że nic mnie nie nęci.To jest tak,że kiedy natłok zadań atakuje zewsząd i człowiek nie ma się gdzie schować przed zobowiązaniami - obiecuje sobie,że jeszcze tylko trochę,a zrobię to to i to,tam pojadę,to zobaczę,to przesłucham - a kiedy już po całym tym zamieszaniu gdzieś tylko wybrzmiewa echo,człowiek zostaje z taką dziwną pustką i smutkiem w zasadzie,że to już koniec,że kurtyna,finito i pa.
Trochę tęskno za tym kołowrotkiem,gdzie mieszały się praca-szkoła-dom i tak w koło.Bardziej tęskno za ludźmi,z którymi raźniej było pokonywać sytuacje niejednokrotnie bardziej absurdalne niż w komediach Barei.Chciałabym wierzyć,że nic się nie zmieni,że co ma wisieć nie utonie i że tak czy owak,może trochę rzadziej,ale będzie nam dane i ścieżki nasze jeszcze nieraz się skrzyżują.
Póki co moja własna wpadła między serię dylematów,rozterek,a co za tym idzie - wyborów,których nigdy nie umiałam podejmować zdecydowanie,i choć mówią,że na naukę nigdy nie jest za późno - to tej sztuki nie pojmuję jeszcze bardziej niż wszystkich praw fizyki razem wziętych.
  • awatar Oraangee: Witaj prowadzę bloga na którym umieszczam swoje 'wiersze' wiem że pewnie Cię to nie obchodzi ale dla mnie to bardzo ważna możesz wejść na mojego bloga i spojrzeć może jakiś Ci się spodoba.Miłego dnia :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›